No tym razem nie opiszę swoich doświadczeń, nie byłem w więzieniu ani w Polsce ani w Holandii, ale mogę posłużyć się prasą, żeby opisać zdecydowane różnice pomiędzy tymi dwoma krajami. Zacznijmy od niedawno opublikowanego
raportu, który podaje, że Polska ma najwięcej więźniów w Unii Europejskiej w liczbie bezwzględnej - nawet tak duże kraje jak Francja, Niemcy czy Hiszpania, mają dużo mniej więźniów od nas. W całej UE w więzieniach było 607 tysięcy osób, z czego w Polsce najwięcej, bo aż 90200, czyli 15%. Niby te liczby nie robią wrażenia, ale warto porównać liczbę więźniów na 100.000 mieszkańców - dla Polski mamy 228, dla Niemczech 93, Francji 95, a dla Holandii 99. Tu już różnica jest bardzo widoczna. Polska widocznie jest bardzo bogatym krajem, skoro może sobie pozwolić na utrzymywanie tylu więźniów, nie mówiąc o milionach emerytów, rencistów i rolników :( Całe szczęście są kraje gorsze niż Polska, chyba najbardziej policyjny reżim świata to USA, gdzie na 100.000 mieszkańców jest 758 więźnów.
Całość zbiegła się z zupełnie innym doniesieniem prasowym o tym, że
Holandia zamyka więzienia. Bardzo polecam przeczytanie tego artykułu, choć niestety czytelnikowi w Polsce może być przykro, że od cywilizacji dzielą go lata świetlne. Otóż w Holandii liczba przestępstw tak się zmniejszyła, że władze tego kraju musiały zamknąć osiem więzień. I co ciekawe - spadek liczby przestępstw jest wynikiem _łagodnego_ prawa oraz systemu nadzoru i resocjalizacji przestępców. Większość władców Polski jest wyjątkowo ograniczona, czego doskonałym przykładem jest pan Ziober, który jest zwolennikiem zaostrzania kar, mimo iż wszyscy wiedzą, że wysokość kary nie ma prawie żadnego związku z częstotliwością jej popełniania. Od razu widać, że to ślepa uliczka, jednak Ziober nie gęś i swój rozum ma. Takie przekonania były dość popularne w Europie jakieś 30 lat temu, więc wyraźnie widać, że zapóźnienie cywilizacyjne Polski (i pana Ziobry) w stosunku do Europy liczy się w dziesięcioleciach.
No ale wracając do tematu bloga - Holandia, mimo iż jest dość bogatym krajem, postanowiła wynajmować więzienia Belgom i, pomijając wszelkie społeczne korzyści, jeszcze dodatkowo zarobić na spadku przestępczości. W Polsce za wiele przestępstw dostaje się bardzo duże wyroki, jak 12 czy 15 lat, ale i tak prawie nikt ich nie odsiaduje. Wymiar prawa w Polsce jest tak kulawy, że ludzie z nastoletnimi wyrokami normalnie funkcjonują i żyją i mają małe szanse trafienia za kratki. W Holandii za to dużą karą są już dwa lata więzienia, ale ta kara jest nieuchronna. Poza tym po wyjściu delikwenta z więzienia rozpoczyna się kooperacja sądu, policji i władz lokalnych, które mają na celu przypilnowanie, że po odsiadce ma on gdzie mieszkać, szuka pracy i nie zejdzie ponownie na manowce. Bardzo często w Holandii w ogóle odstępuje się od wymierzenia kary więzienia, dla początkujących przestępstów wystarczają prace społeczne.
Podobne podejście do więźniów ma jeszcze Skandynawia i Niemcy oraz Austria, jakoś dziwnie dość dobrze pokrywa się to z zasięgiem wyznań protestanckich w Europie. No ale oczywiście zbieżność jest na pewno całkowicie przypadkowa, prawda? :)
Takie porównania Holandii i Polski dla czytelnika znad Wisły są niestety dość bolesne, w Polsce politycy wciąż szukają agentów albo rozpoczynają krucjatę mającą na celu ratowanie zamrożonych zarodków, których to krzyk przeszkadza im spać (na pewno panu Gowinowi), za to jakoś tolerują tysiące pijanych kierowców każdego weekendu (tysiące złapanych, faktycznie jeżdżą chyba dziesiątki tysięcy pijaków) i mają gdzieś naście ofiar dróg każdego dnia i ich rodziny, najważniejsze są zarodki i agenci, prawda?