czwartek, 6 stycznia 2011

Nieuwjaarsduik

Nieuwjaarsduik, czyli kąpiel noworoczna (dosłownie: new year dive) odbywa się, jak łatwo się domyśleć, 1 stycznia. W całej Holandii, gdzie tylko jest odrobina wody, ludzie się gromadzą, żeby w ten oryginalny sposób przywitać nowy rok. Impreza cieszy się dużą popularnością, na plażach gromadzą się młodzi i starzy, a wokół panuje wesoła atmosfera. W tym roku akurat pogoda nie dopisała, bo zamiast porządnego mrozu, było nawet 7-8 stopni powyżej zera :) Na zdjęciu obok rozgrzewka przed kąpielą w Zandvoort, w której uczestniczyło około 2000 Holendrów... i ja ;-)
Główna impreza Holandii odbywa się w Scheveningen (kąpielisko parę kilometrów od Hagi o nazwie niemożliwej do wymówienia), gdzie w tym roku nawet 10.000 osób razem wbiegło do wody. Żaden opis nie odda w pełni tego, więc zapraszam do obejrzenia zdjęć na stronie imprezy: www.nieuwjaarsduik.nl.
W następnym roku także planuję w ten sposób spędzić pierwszy dzień nowego roku. W tym roku mi się bardzo podobało, a woda wcale nie była taka zimna :)

niedziela, 2 stycznia 2011

Najpopularniejsze wpisy roku 2010

Wszystkim Czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności w 2011: Gelukkig nieuwjaar!
Koniec roku jest czasem podsumowań, dlatego warto spojrzeć wstecz i sprawdzić, które tematy cieszyły się największą popularnością:
  1. Na pierwszym miejscu bezsprzecznie są wszystkie wpisy o holenderskich imionach: dla chłopców, dziewczynek oraz podsumowanie
  2. Pokrewny temat - holenderskie nazwiska
  3. Oba wpisy o świętach narodowych - w 2009 i 2010
  4. Podatki w Holandii i reguła 30%
  5. Co Holendrzy jedzą - lukrecja oraz hutspot i stamppot 
  6. Dlaczego Holandia jest dobrym krajem na emigrację?
  7. Sauna i wstyd
  8. Czy Holendrzy chodzą do kościoła?
  9. Amsterdam plane crash 
  10. Holendrzy nie używają trawki 
Wpisy o rowerach, kwiatach, czy nawet pogodzie, a było ich wiele, jakoś nie cieszyły się popularnością, dlatego też, troszkę na złość, zamieszczam obok zdjęcie holenderskiego roweru na tle kwiatów i pogodnego nieba ;)
No cóż, wygląda na to, że przez większość czasu przynudzam, trochę golizny rozrusza wejścia, więc w następnym wpisie opowiem i pokażę, jak niektórzy Holendrzy przywitali nowy rok kąpielą w morzu ;)

piątek, 17 grudnia 2010

Wpadło auto do kanału...

Wpadło auto do kanału - gdzie? I w Holandii, i w Polsce, a co ciekawe, prawie w tym samym czasie. Zacznę od wypadku, którego byłem świadkiem. Do pracy zazwyczaj jeżdżę rowerem, mam taką miłą trasę, która w sporej części prowadzi wzdłuż kanałów. Na samym początku grudnia, jadąc rano do pracy, zobaczyłem, jak jeden samochód zjeżdża z drogi i dosłownie znika. Na miejscu natychmiast zatrzymały się inne samochody i ludzie zebrali się nad brzegiem kanału. Ciekawość rzeczą ludzką, więc ja także tam podjechałem. Zobaczyłem samochód pływający w kanale, zanurzony mniej więcej do wysokości klamek, a przez otwarte okno kierowniczka (młode blond dziewczę) właśnie wychodziła, żeby usiąść na dachu i spokojnie czekać na pomoc. Inni gapiowie już dzwonili po służby ratunkowe, które zjawiły się bardzo szybko. Na filmiku poniżej możecie zobaczyć przebieg akcji ratunkowej:



Chwilę później dźwig podniósł samochód i już tylko połamana kra i ślady na śniegu wskazywały, że coś przed chwilą wpadło do wody. Kilka dni wcześniej podobny wypadek miał miejsce w Polsce. Polskie miasta nie mają zbyt wielu kanałów, ale całe szczęście spory obszar kraju wciąż posiada sprawną poniemiecką infrastrukturę wodną. W Giżycku także samochód wpadł do kanału. Tutaj niezbędna okazała się pomoc młodzieńca, który bez względu na ziąb wskoczył do wody i uratował dwie panie, oto filmik:



Ja wiem, to tylko przypadek, że w obu przypadkach za kierownicą była kobieta :)

sobota, 4 grudnia 2010

Białe piwo

Obiecywałem, obiecywałem, więc pora wreszcie wyjaśnić, co to takiego jest białe piwo i to dziwne słowo gruit. Historia piwa liczy kilka tysięcy lat, ale najstarsze trunki niewiele miały wspólnego z tym, co pijamy dzisiaj. Warto pamiętać o tym, że chmiel jest tylko jedną z wielu przypraw i kiedyś nie był dość powszechnie używany. Przy produkcji piwa używanu wielu ziół i korzeni i z czasem powstała mieszanka przypraw, która była używana najczęściej, oczywiście w różnych proporcjach i z wieloma modyfikacjami. Właśnie ta mieszanka nazywa się gruit, kiedyś często używana, od okoła tysiąca lat stopniowo wypierana przez chmiel, do niedawna niemal całkowicie zapomniana. Całe szczęście od około 20 lat produkuje się coraz więcej piw niedoprawianych chmielem, głównie przez małe, specjalistyczne browary.
Z czego składa się gruit? Według Wikipedii niektórym ziołom wchodzącym w jego skład przypisuje się działanie narkotyczne, jak np. bylicy pospolitej (podobnej w działaniu do piołunu), lulkowi zwanemu szalejem czy też pokrzykowi wilczej jagodzie, z innych stosowanych ziół warto wymienić krwawnika, czy też wrzos, choć oryginalne receptury zawierały dużo więcej gatunków roślin. Czasem stosowano także owoce lub gałązki jałowca, imbir, kminek, anyż, gałkę muszkatołową czy cynamon. Co ciekawe wprowadzanie chmielu miało często podtekst polityczny, a nawet religijny, ponieważ chmiel zdobywał Europę w tym samym tempie, co reformacja.
A białe piwo? Białe piwo jest rodzajem piwa pszenicznego (większość piw robi się z jęczmienia, piwa pszeniczne zawierają mniej jęczmienia, a więcej pszenicy), które nie jest filtrowane i właśnie dzięki unoszącej się jasnej zawiesinie drożdży i drobinek pszenicy zawdzięcza swoją nazwę. Białe piwo różni się jednak od współczesnych piw pszenicznych, bo wywodzi się bezpośrednio od piw warzonych w średniowieczu, bez udziału chmielu, a obecnie do jego przyprawiania używa się wspomnianej wcześniej mieszanki ziół gruit, ale także kolendrę, czy też słodkie i gorzkie pomarańcze (tak, istnieją takie!). Dzięki temu białe piwo nie jest tak bardzo gorzkie, a za to lekko kwaśnawe, co powoduje, że doskonale orzeźwia podczas lata. W ostatnich latach browary belgijskie wprowadziły także piwa białe o smaku cytrynowym, czy też owocowym, to ostatnie ze względu na różowy kolor nosi nazwę rose.
Przejeżdżającym przez Belgię czy Holandię polecam spróbowania piwa białego, w szczególności Hoegaarden (najlepsze z masowej produkcji) albo troszkę gorsze Wieckse Witte (warzone, co ciekawe, przez browar należący do Heinekena). Na zdjęciu piwo białe z małego browaru z wyspy Texel, jedno z najlepszych, jakie piłem. Niestety w mojej okolicy prawie niemożliwe do kupienia, nad czym niezmiernie ubolewam.
W następnym wpisie zmiana tematu - opowiem o tegorocznej zimie :)

poniedziałek, 29 listopada 2010

Holenderskie piwa specjalne

W poprzednim wpisie narzekałem na jednakowość popularnych piw w Polsce i Holandii, pora więc wyjaśnić, jakie to specjalne piwa istnieją w krainie wiatraków. Holandia ma wiekowe tradycje piwowarskie, a dodatkowo dzięki wpływom sąsiadów - piwnych potentatów - Niemców i Belgii, ma się czym pochwalic. Praktycznie każda wyspa, czy każda mieścina ma choć jeden mały browar.
Większość specjalnych piw w Holandii to piwa górnej fermentacji, z których najważniejsze to piwa białe (o tym później), pszeniczne, angielskie pale ale, stout'y, piwa blond czy też klasztorne. Gwoli sprawiedliwości należy wspomnieć, że większa część specjalnych piw produkowana jest jednak w Belgii, a nie Holandii, lecz można je tu kupić wszędzie. Czym te piwa różnią się od popularnego pilznera? Najważniejsze różnice są dwie - sposób produkcji (pilzner to piwo dolnej fermentacji) oraz używane składniki, których są dziesiątki, a często specjalne piwa w ogóle nie są w ogóle aromatyzowane chmielem. Dzięki temu producenci ku uciesze smakoszy mogą osiągnąć unikalne smaki.
Na zdjęciu powyżej są trzy piwa, których najprawdopodobniej nie znacie. Pierwsze od lewej to piwo typu lambic z dzikich wiśni warzone na pięknej wyspie Terschelling, które jak chyba każde piwo owocowe jest dość słodkie, lecz to nijak nie umniejsza jego doskonałego smaku. Pośrodku butelka Adriaana, z jednego z dwóch lokalnych browarów Haarlemu, a po prawej przedstawiciel całkiem sporego belgijskiego browaru Hoegaarden, oba są piwami białymi (wit), który to typ jest moim ulubionym w Holandii. Obecność w tym skromnym zestawieniu masowego producenta Hoegaarden jest spowodowana tym, że to właśnie ten browar wskrzesił kilkadziesiąt lat temu produkcję białych piw, które wtedy były już dawno zapomniane (i jestem mu za to dozgonnie wdzięczny). Ale co to takiego piwo białe i co oznacza słowo gruit na butelce - o tym już w następnym wpisie :)

środa, 24 listopada 2010

Holenderskie piwa

Piszę tego bloga już jakieś 2,5 roku, a jeszcze nie wspomniałem o holenderskich piwach. Z piwem raczej kojarzymy Czechy albo Niemcy, ale to Holandia właśnie eksportuje największą część swojej produkcji, bo aż 50%. Przeciętny czytelnik na pewno kojarzy Heinekena czy Grolscha, niektórzy może jeszcze znają Amstela czy Bavarię - te marki są najpopularniejsze w Holandii, jednak to nie są piwa, które polecam wypić i o których chcę opowiedzieć.
Dlaczego nie? Cóż, obecność na sklepowych półkach w Polsce Heinekena czy nawet ponoć codzienna dostawa Tyskiego do Amsterdamu (zdjęcie powyżej zrobione tej jesieni w Krakowie - w tle Wawel) nie zmieni jednego - wszystkie te piwa smakują tak samo. Wielu czytelników może zaprotestować, ale tak naprawdę nie odróżniliby w smaku Bavarii od Lecha czy Amstela od Żywca. Powodem jest to, że wszystkie one są piwami typu lager, które są produkowane w dokładnie taki sam sposób z tych samych składników. Mimo iż lagery odpowiadają za 95% spożywanego piwa w Holandii (w Polsce praktycznie 100%), to dla mnie ważne jest pozostałych 5%, które dla wielu Polaków pozostają całkowicie nieznane, a szkoda, bo nierzadko są to prawdziwe perełki produkowane przez specjalistyczne browary rozsiane po całym kraju. O tych wszystkich niezwykłych piwach, na czele z moim ulubionym - piwem białym - już wkrótce w następnych wpisach!

czwartek, 18 listopada 2010

Baarle - najdziwniejsze miasto świata

Jedno z najdziwniejszych miast świata leży na granicy belgijsko-holenderskiej. Dlaczego jest dziwne? Miasto Baarle, bo to o nim mowa, jest podzielone między oba kraje, a żeby nie było tak prosto, sam podział jest niezwykle skomplikowany. Mapka obok (z Wikipedii) przedstawia miasto - na żółto przedstawiono część belgijską, na biało holenderską. Granice pomiędzy tymi częściami nie zawsze przebiegają ulicami, często dzielą dom na dwie części. Jak w takim razie rozwiązano problem przynależności narodowej danego domu? Każdy budynek należy do tego kraju, na który wychodzą jego główne drzwi. Jak zmienić narodowość? To proste, czasem wystarczy przesunąć drzwi o metr :) Teraz oczywiście byłby to akt czysto symboliczny, ale pomyślcie, co było przed Unią Europejską, gdzie wszystkie przepisy, podatki, akcyzy były całkowicie różne, a przemyt mógł polegać na przeniesieniu kontrabandy z salonu do kuchni :) W Baarle istnieje jeden dom, który ma drzwi dokładnie na granicy. Przez wiele lat nie udało się zmusić właściciela do przesunięcia drzwi w jedną lub drugą stronę, więc dom ten ma dwa adresy - belgiski i holenderski.
Oczywiście jest też wiele komplikacji natury praktycznej. Telefony stacjonarne, komórkowe i energię elektryczną dostarczają oba kraje (można wybrać), woda i gaz są z Holandii, a telewizję kablową z internetem dostarcza firma belgijska. Rozmowy telefoniczne w Baarle są taryfikowane jak lokalne, mimo iż faktycznie są połączeniami międzynarodowymi :) Cała sytuacja staje się jeszcze zabawniejsza, gdy okaże się, że miejscowość ta jest tak dziwnie podzielona (oczywiście nie zawsze między kraje) przez ostatnie 800 lat! A mieszkańcy tak polubili swoje dziwne miasto, że teraz nie zgadzają się na jakiekolwiek wyprostowanie granic :) Jeśli w przyszłości Belgia miałaby się rozpaść, a Flandria (jej północna, niderlandzkojęzyczna część) zostać przyłączona do Holandii, to prawdopodobnie mieszkańcy Baarle będą przeciwko, bo wtedy ich miasto byłoby podzielone między dwie prowincje, nie dwa kraje, a to przecież wielka degradacja, prawda? :)
Zainteresowanym bardzo polecam przeczytanie ciekawego artykułu na ten temat.