wtorek, 14 września 2010

Jak Holendrzy mieszkają? Domy szeregowe większe

Skupiliśmy się ostatnio na domkach szeregowych i jako przykład opisałem dość mały domek, wspominając jednak, że czasem zabudowa jest bardziej zwarta. Zdjęcie obok przedstawia większy dom, który także zalicza się do domów szeregowych, jednakże różnicą jest to, że mieszkają w nim dwie rodziny. Na zdjęciu widać dwoje drzwi tuż obok siebie - te po lewej prowadzą do mieszkania na parterze, które ma tylko jeden poziom i z reguły jest dość małe, bo składa się tylko z salonu, kuchni, łazienki i jednej, bardzo rzadko dwóch sypialni. Te ograniczenia wynagradza jednak własnego ogród.
Za drzwiami z prawej strony jest bardzo stroma i bardzo wąska klatka schodowa (to takie typowe dla Holandii), która prowadzi do większego mieszkania na piętrze. To dwupoziomowe mieszkanie jest już całkiem spore, i może mieć 4 czy nawet 5 sypialni. Brak ogrodu rekompensuje taras dachowy zbudowany na sypialni, kuchni albo łazience sąsiadów z dołu.
Największą jednak ciekawostką dla Polaków jest to, że oba mieszkania położone w tym domu mają ten sam numer, a wyróżnia je tylko kolor. O tym, dlaczego adresy w Holandii są kolorowe, napiszę jeszcze w tym tygodniu.

czwartek, 9 września 2010

Jak Holendrzy mieszkają? Domki szeregowe

Kilka dni temu napisałem, że podstawową formą zabudowy w Holandii są domy szeregowe. Myślę, że czytelnikowi z Polski należy się odrobina opisu, bo dom domowi nierówny.
Na zdjęciu obok widać typowy mały domek w holenderskim mieście. Taka forma zabudowy raczej dominuje poza centrum i na przedmieściach, wysokie ceny gruntu powodują, że w lokalizacjach bliżej centrum stawia się raczej duże domy szeregowe, które opiszę w osobnym wpisie.
Zdjęcie zostało zrobione od strony ulicy. Mikroskopijny ogródek przed domkiem nie jest regułą, czasem go nie ma i wtedy okno wychodzi bezpośrednio na chodnik. Duży ogród za to znajduje się dokładnie za domkiem, choć najczęściej nie jest zielony i cały jest pokryty kostką brukową. Po drugiej stronie ogródka znajduje się często jeszcze szopa.
Na parterze domu mieści się praktycznie tylko wielki salon/pokój dzienny, często z aneksem kuchennym. Wiele domów ma jeszcze przybudówkę zajmującą część ogródka i tam może mieścić się kuchnia albo łazienka. Czasem jednak łazienka jest na piętrze i wtedy na dole jest dodatkowo mała ubikacja. Na piętrze są sypialnie, w takim domku najczęściej są to dwa albo trzy pokoje. Taka konstrukcja domu wyraźnie dzieli dom na dwie strefy - parter (widoczny z ulicy przez okno bez firanek), gdzie przyjmuje się gości, oraz piętro, gdzie okna są pozasłaniane i wstęp mają tylko mieszkańcy (i koty).
Charakterystyczne wykuszowe okna spotyka się dość często. Nierzadko okna te mają formę wystawki - odpowiednie dekoracje pokazują ważniejsze wydarzenia z życia rodziny, jak narodziny dziecka czy urodziny jednego z mieszkańców, czasem wiszą tam bazgroły dzieci albo koty śpią wśród orchidei :)
Na sam koniec trochę liczb - taki domek ma z reguły około 60-70 metrów kwadratowych, a działka mieszcząca domek i ogród ma około 1 ar (100 metrów kwadratowych). Niektórzy decydują się na dobudowanie dodatkowego piętra powiększając wtedy swój dom o kolejne 2 pokoje. Na sam koniec zwróćcie uwagę na jeden szczegół - ten domek jest wręcz klonem domków obok. Taka jednolitość jest bardzo charakterystyczna dla Holandii i jest uregulowana wieloma przepisami. Wszystkie domy na danej ulicy mają po prostu być w miarę możliwości takie same. W Belgii czy Niemczech nie ma takich przepisów, a prawdziwi Holendrzy nie lubią takiej zagranicznej eklektycznej architektury ;)

czwartek, 2 września 2010

Jak Holendrzy mieszkają?

Tym postem chciałbym zainaugurować serię wpisów poświęconych tematyce mieszkaniowej w Holandii. Będzie wszystko - statystyki, zdjęcia, opisy zarówno zewnętrza i jak wnętrza holenderskich mieszkań. Wspomnę także o umeblowaniu oraz adresacji, która wcale taka prosta nie jest. Uważny czytelnik dowie się np., dlaczego niektóre adresy są czerwone, a inne czarne :)
Jednak zacznę od statystyk: Holendrzy są w czółówce europejskiej jeśli chodzi o zadowolenie ze swojej sytuacji mieszkaniowej, bo wyraża je prawie 80% mieszkańców. Gdzie zatem oni mieszkają? W Holandii zaledwie kilkanaście procent społeczeństwa mieszka w blokach (lub apartementowcach, czy innych wielorodzinnych budynkach). Z drugiej zaś strony tylko 15% luności mieszka w wolnostojących domach jednorodzinnych. Jak rozwiązać ten paradoks? Specyfika Holandii (największe zagęszczednie ludności w Europie, a co za tym idzie wysokie ceny gruntu) oraz stosunkowe bogactwo mieszkańców (bogaty nie chce mieszkać w bloku) spowodowały, że większość Holendrów mieszka w domkach szeregowych. Domek szeregowy jest pewny rodzajem kompromisu, choć według niektórych łączy on harmonijnie wszystkie wady bloku i domu :)
Co jeszcze wyróżnia mieszkania i domy w Holandii na tle Europy? Według statystyk UE są dwa typowo holenderskie zjawiska: otwarta kuchnia oraz ogród albo balkon. Ponad 1/3 Holendrów nie ma kuchni jako osobnego pomieszczenia, z reguły funkcję kuchni pełni część salonu. Na drugim miejscu w tej statystyce są Włochy, gdzie typowa kuchnia nie występuje w tylko 11% domostw, wszystkie inne kraje mają tą wartość poniżej 10%. Drugim holenderskim fenomenem jest to, że tutaj tylko 3% ludzi nie ma ogrodu, balkonu albo tarasu dachowego. Widać tutaj umiłowanie Holendrów do spędzania czasu pod gołym niebem pomimo tak częstej złej pogody. W słynących ze słonecznych dni Hiszpanii i Portugalli aż 25% mieszkańców nie ma ani ogrodu, ani balkonu, ani tarasu.
O wyglądzie mieszkań jeszcze napiszę dużo, ale warto wspomnieć o jednej bardzo charakterystycznej cesze - chyba z uwagi na dużą ilość pochmurnych dni Holendrzy mają olbrzymie okna. Praktycznie cała zewnętrzna ściana jest jednym wielkim oknem. Na zdjęciu budowany blok w starych dokach Amsterdamu - dobrze widać, że składa się głównie z okien :)

środa, 25 sierpnia 2010

Lejda

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony Lejdzie - jednemu z najstarszych miast Holandii, które prawa miejskie otrzymało w 1266 roku, czyli 15 lat później niż Kraków. Tutaj właśnie urodził się Rembrandt (chyba nie muszę tłumaczyć, kim on był, prawda?), ale Lejda najbardziej jest znana ze swojego uniwersytetu, który jest najstarszym w kraju. Tutejszy uniwersytet został założony przez Wilhelma I Orańskiego i do tej pory utrzymuje silne związki z rodziną królewską, ponieważ do jego absolwentów należą obecna i dwie poprzednie królowe oraz następca tronu książę Willem-Alexander. Pewnie jego córki, w tym najstarsza - księżniczka Catharina-Amalia, też będą tu studiować, ale na razie te małe dziewczynki mają na to sporo czasu :)
Uniwersytet w Lejdzie, a dokładniej jego ogród botaniczny, jest miejscem, w którym zakwitnął pierwszy tulipan w Holandii. Na tej uczelni także dokonano wielu odkryć, np. pierwszy kondensator nie bez powodu zwał się butelką lejdejską. Sama Lejda słynęła z bardzo wielu drukarń oraz wielkiej wolności słowa. W czasie, gdy we Włoszech Galileusz był bliski spalenia na stosie, jego książki były swobodnie drukowane w jednym mieście - właśnie w Lejdzie.
Zdjęcie obok pochodzi z Lejdy, ale zamiast zabytków przedstawia świetny sposób na upchanie tysięcy rowerów koło dworca. Sam dworzec jest delikatnie wyniesiony ponad otaczający go teren i tory do niego dochodzą na estakadach, pod którymi mieszczą się jedno- i dwupoziomowe parkingi rowerowe. Tuż koło dworca jest zaprojektowany podobnie postój taksówek, pod nim także zmieści się sporo rowerów. Lejda to jedyne miasto, jakie widziałem w Holandii, które nie jest otoczone "zwałami" rowerów. Razem z położonym tuż obok Delft stanowią idealny cel na jednodniową wycieczkę z Amsterdamu - bardzo polecam!

niedziela, 22 sierpnia 2010

Sail Amsterdam 2010

Dziś dobiega końca najważniejsze wydarzenie żeglarskie w Holandii w tym roku, a mianowicie Sail Amsterdam 2010. Jest to impreza podobna do Tall Ship Races, które to powinny być dość znane czytelnikowi, bo kilka razy gościły w Polsce. Amsterdam oczywiście uczestniczył w Tall Ship Races w latach 1980 i 2000 jako miasto finałowe.
Sail Amsterdam odbyło się pierwszy raz w roku 1975, z okazji 700-lecia założenia (lokacji) miasta i od tego czasu impreza ta odbywa się co 5 lat. Największy żaglowiec świata (Sedov) jest rosyjski, ale Polska także ma godną reprezentację, w tym roku polskie jachty to Dar Młodzieży, Pogoria oraz ORP Iskra. Większość wielkich żaglowców miałem okazję obejrzeć 3 lata temu w Szczecinie, co ciekawe, wydaje mi się, że w Szczecinie było więcej ludzi i dłuższe kolejki do zwiedzania jachtów. Sam Szczecin będzie raz jeszcze gospodarzem regat Tall Ship Races w roku 2013.
Podobnych zlotów wielkich żaglowców odbywa się na świecie sporo, jednak te amsterdamskie mają specyfikę, ponieważ uczestniczą w nich tysiące Holendrów - uczestniczą dosłownie, pływając w setkach łódek wokół dużych jachtów. Zlot rozpoczyna się paradą wielkich żaglowców, które z Morza Północnego płyną Kanałem Morza Północnego do Amsterdamu. Już tydzień wcześniej z całej Holandii ściągały mniej lub bardziej dziwne łódki do IJmuiden, żeby dołączyć do Parady, ale kulminacja zabawy następuje i tak w Amsterdamie. Wiele pływających łódek to imprezownie, ale zdarzają się też ciekawostki, jak tratwa, na której jest tylko kanapa, lodówka z piwem i kilku chłopa, czy też pływający salonik, w którym znajduje się fotel, stojąca lampa i kwiatki w doniczkach :) Odbył się też koncert, na którym śpiewano (w dziesiątkach różnych wersji) tylko jedną piosenkę - tą samą, która towarzyszyła mi przy przeprowadzce z Polski do Holandi:

piątek, 13 sierpnia 2010

Holandia w liczbach

Nie, nie będzie to pełne kompendium na temat Holandii, ale kilka liczbowych ciekawostek o tym kraju.
W Holandii uprawy tulipanów zajmują 10 tys. ha, a każdego roku produkuje się około 3 mld cebulek, z czego dwie trzecie idzie na eksport.
W odbywającej się w zeszłym tygodniu piętnastej już paradzie Gay Pride uczestniczyło 80 barek oglądanych przez prawie 400.000 ludzi (pomimo kiepskiej pogody).
W Holandii mieszka ponad 16 mln mieszkańców (patrz kolorowa ramka po lewej), z czego milion przyznaje się do homoseksualizmu, a około 1,1 miliona ma co najmniej dwa paszporty, poza niderlandzkim głównie turecki lub marokański (marokańskiego obywatelstwa nie da się nijak znieść, ma się je dożywotnio). Połowa z około 750.000 mieszkańców Amsterdamu to obcokrajowcy.
W zeszłym roku miasto Amsterdam usunęło z ulic 45.000 bezpańskich rowerów. Obecna infrastruktura pozwala w Holandii na zaparkowanie 70.000 rowerów w pobliżu dworców kolejowych, ale w ciągu najbliższych lat ma być zapewnione minimum 150.000 miejsc.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Bezpańskie rowery

Kilka dni temu pisałem o ogromnej ilości rowerów wokół dworców kolejowych w Holandii. Problem cały czas narasta, ponieważ wielu turystów w rozmaity sposób "organizuje" rowery, które następnie porzucają. Nie ma się co dziwić - pożyczenie roweru kosztuje około 10 euro za dzień, a już za 20-25 euro można kupić od ciemnoskórego imigranta kradziony rower. W sklepie najtańsze używki kosztują 40-50 euro, więc na tygodniowy pobyt w Amsterdamie bardziej opłaca się rower "zorganizować" lub kupić, niż wypożyczać. A co się potem robi z takim rowerem? No cóż, niektóre lądują na dnie kanałów, pewnie zdarza się też nieraz, że nieobeznany z miastem turysta zapomniał, gdzie zostawił rower i nie umie wrócić do tego miejsca. No cóż, za dużo marihuany i emocji :)
Władze jednak znalazły już dawno sposób na to, inaczej już po jednym roku koło większych dworców byłoby naście ton rdzewiejącego złomu. Co kilka miesięcy organizuje się wielką akcję "zalepiania" rowerów - rzucająca się w oczy papierowa opaska jest zaklejona wokół koła i błotnika. Jeśli się znajdzie taką opaskę na swoim rowerze, to nie trzeba jej nawet ściągać - to papier, więc przy najmniejszym ruchu kołem, zerwie się ona sama. Na opasce jest napisane, że naklejona została dnia tego i tego, a za tyle i tyle dni, jeśli rower nie wykazuje śladów użytkowania, zostanie on zabrany siłą i przemocą do odpowiedniego miejsca. Każdy większy dworzec w Holandii ma niedaleko warsztat, który takie bezpańskie rowery zbiera, czyści, odnawia, a następnie sprzedaje. Na pewno zdarza się czasem, że jeden i ten sam rower w ciągu swojego "życia" trafia kilka razy do takiego warsztatu - taka swoista reinkarnacja :)
Na zdjęciu powyżej, zrobionym 2 tygodnie temu w Amsterdamie, widać właśnie taką opaskę. O ile dobrze odczytuję te koślawe literki, to założona została 14 lipca, a po 28 dniach, czyli 12 sierpnia rower zostanie zabrany. Tak wiem, od 14 lipca do 12 sierpnia jest 29 dni ;) A co jeśli ktoś jest na długich wakacjach? Cóż, w takim razie rower należy zostawić w domu, a przypadku roweru, którym się dojeżdża z pracy do dworca... najczęściej nie jest on warty zachodu, jak kogoś stać na wielotygodniowe wakacje, to stać go także na odkupienie swojego rowerka po przymusowym remoncie, prawda? :)