
Rzućcie okiem na obrazek u boku - charakterystyczne dla Holandii są wąskie wysokie domy z wystającą belką u samej góry. Szerokość (a dokładniej mówiąc "wąskość") domu wynika z tego, że tą właśnie ścianą dom był zwrócony do kanału i to właśnie ten wymiar działki determinował cenę nieruchomości. W głąb lądu można było budować ile się chciało, dlatego takie domy bywają bardzo wąskie i dość długie. A skąd ta belka u góry? To były często domy kupieckie, towary przewożono drogą wodną, a że w Holandii nie buduje się piwnic (bo niby jak?), więc magazyn był na stryszku. Często, żeby ułatwić transport z łódki na ten stryszek, domy były nawet pochylone w stronę wody - widać to szczególnie w Amsterdamie.
Od strony kanału, na tej wąskiej ścianie, musiało się także znajdować wejście, z reguły także z klatką schodową. Żeby zaoszczędzić na cennej długości nabrzeża, klatki schodowe i drzwi były bardzo wąskie (a schody także bardzo strome, co jest bardzo charakterystyczne dla tego kraju). Taka konstrukcja domu determinuje teraz sposób wnoszenia i wynoszenia mebli. Z uwagi na bardzo wąskie drzwi i schody oraz niemałe okna najczęściej duże meble się wciąga na linie. Tak jak 400-500 lat temu kupcy wciągali swoje towary na stryszek, tak teraz XXI-wieczni Holendrzy wciągają do mieszkania wersalkę, telewizor, pralkę, lodówkę... Na zdjęciu obok właśnie taka scena. Tylko ze względu na "design" mebla oraz widoczną klapę bagażnika samochodu zdjęcie można datować na współczesne czasy. Założę się, że identyczna scenka działa się w tym miejscu wielokrotnie w przeciągu ostatnich kilkuset lat. Zmieniał się tylko kształt łóżka i jego środek transportu, wszystko pozostałe nie zmieniło się nic a nic.