niedziela, 10 lipca 2011

Holenderskie Allegro

Już kilkukrotnie polscy znajomi pytali mnie o holenderski odpowiednik polskiego serwisu Allegro i pomyślałem, że być może więcej czytelników może być zainteresowanych. Holendrzy bardzo lubią najprzeróżniejsze pchle targi, a w moim mieście chyba codziennie odbywa się targ staroci (na zdjęciu obok). Holandia jest w czołówce krajów Europy pod względem ilości ludzi korzystających z internetu, więc sprzedaż on-line także tu jest bardzo popularna.

Holenderskim odpowiednikiem polskiego Allegro jest Marktplaats: http://www.marktplaats.nl/, choć między tymi serwisami jest jednak kilka różnic. Marktplaats (co ciekawe, należący do eBay) ma trochę mniej zorganizowaną formę, jest całkowicie darmowy i czasem niestety jakość ofert pozostawia wiele do życzenia, jest tu także dużo spamu, a nawet naciągaczy. Mnie kiedyś pani z Marktplaats (która później okazała się być z Kamerunu, a nie Holandii) próbowała sprzedać nieistniejącego kotka. Całe szczęście dość szybko poznałem się na tym przekręcie, bo był on kalką scamu kierowanego do Amerykanów  - żaden Holender nie kończy maila zdaniem "God bless you" :)

Zainteresowanym przetłumaczę kilka przykładowych nazw kategorii z tego holenderskiego Allegro: boeken - książki, dieren - zwierzęta, doe-het-zelf - zrób to sam, fietsen - rowery oraz kleiding - odzież. To dziwne słowo "zoek" oznacza "szukaj" :) Z tego co wiem Polacy najczęściej szukają na sieci cieszących się bardzo dobrymi opiniami holenderskich wózków dziecięcych. Proszę, oto, jak trafić na wózki na Marktplaats: Kinderen en Baby's, a potem Buggy's. Udanych zakupów, reklamacji nie przyjmuję :)

Pamiętaj: Holenderskie Allegro to Marktplaats.nl
 
Zobacz też:
* najpopularniejsze imiona męskie w Holandii w latach: 2009, 2010, 2011, 2012 oraz 2013 
* najpopularniejsze imiona żeńskie w Holandii w latach: 2009, 2010, 2011, 2012 oraz 2013
* nazwiska holenderskie
* podatki w Holandii

niedziela, 26 czerwca 2011

Późne macierzyństwo

Nie, o rodzinie holenderskiej będzie wkrótce, a tym razem o kaczkach :) Zdjęcie obok pochodzi z dzisiejszej wycieczki rowerowej - gniazdo, z którego łyska zeszła dosłownie kilka sekund wcześniej, oraz jej koleżanka z już podrośniętymi dziećmi. Według wikipedii łyski składają jaja w kwietniu i/lub maju, a młode wylęgają się po 3 tygodniach z hakiem, więc ta pierwsza kaczka (wiem, łyski to nie kaczki), ma co najmniej kilkutygodniowe opóźnienie. Trzymam kciuki za jej potomstwo, w pobliżu nie było widać żadnego partnera, a w przypadku łysek to właśnie samce dłużej opiekują się młodymi.
Oczywiście jak to w przypadku Holandii gniazdo było jakiś metr od brzegu, tuż koło ścieżki, którą spacerują ludzie.

wtorek, 21 czerwca 2011

Kalwińskie wsie Staphorst i Rouveen

Niedaleko wcześniej opisywanego Giethoorn leżą dwie bardzo ciekawe wsie - Staphorst i Rouveen. Zostały założone około 800 lat temu na bagnach i przez długi czas były praktycznie odizolowane od świata. Mimo iż teraz mokradeł już nie ma, a Staphorst jest nawet przecięte autostradą, mieszkańcy wciąż tworzą bardzo hermetyczną wspólnotę opartą na surowych kalwińskich zasadach. Obie wsie tworzą praktycznie jedną ulicówkę o długości około 10 km, całość wygląda bardzo osobliwie, bo wszystkie domy są prawie take same (nie wyróżniaj się) - bardzo długie, kryte strzechą, zorientowane w osi wschód-zachód, z drzwiami i okiennicami malowanymi oryginalnie na biało, zielono i niebiesko.
Większość mieszkańców wciąż zajmuje się rolnictwem (ciężko pracuj) i pomimo posiadania traktorów i innych nawet nieprzestarzałych maszyn, niechętnie patrzą na nowe technologie. Kobiety, szczególnie starsze i zwłaszcza w niedzielę, wciąż ubierają się bardzo tradycyjnie, niektóre wyglądają jakby żywcem przeniesione sprzed 100 lat, ze swoimi czarnymi sukniami i białymi czepkami na głowie. Ponoć we wsiach obowiązuje nawet niepisany zakaz poruszania się samochodami podczas nabożeństw, ale nie było nam dane tego sprawdzić :)

środa, 15 czerwca 2011

Giethoorn - holenderska Wenecja

Giethoorn jest jedną z ciekawszych, choć nie tak powszechnie znanych atrakcji turystycznych Holandii. Wieś ta została założona na torfowiskach około roku 1230 przez uchodźców z terenów śródziemnomorskich. Z uwagi na bagnisty teren nigdy nie budowano tam dróg, cały transport odbywał się drogą wodną, a sytuację pogarszało jeszcze ciągłe wydobycie torfu. Do sąsiadów się płynęło, do kościoła się płynęło, krowy na pastwiska się odwoziło łódką. Także do ślubu się płynęło, a ostatnia droga mieszkańców odbywała się w trumnie na łódce. Stąd też pojawiła się nazwa - "holenderska Wenecja", czy też, troszkę na wyrost, "Wenecja Północy", o które to miano rywalizuje także kilka dużo większych miast. Do niedawna Giethoorn było wsią całkowicie bez ruchu samochodowego, jednak napływ turystów spowodował powstanie nowej cześci miejscowości, bardziej tradycyjnej, z drogami i samochodami. Także dla turystów w starej części Giethoorn zrobiono ścieżkę, więc do niektórych domów można się teraz dostać po lądzie.
Największą atrakcją jest zwiedzanie z poziomu wody, w jednym z licznych miejsc można wynająć łódkę przeróżnych rozmiarów napędzaną pagajami albo bezgłośnym elektrycznym silnikiem. Po zwiedzeniu wsi można wypłynąć na okoliczne jezioro albo też wybrać jedną z kilku wodnych tras przez pobliskie parki krajobrazowe. Z uwagi na ogromną ilość łódek i marne umiejętności sterowania przez pożyczające osoby, zatory i kolizje zdarzają się co chwilę :) Giethoorn znajduje się ok. 115 km na północny wschód od Amsterdamu, w okolicy znajdują się inne ciekawe wioski, ale o tym już następnym razem :)

wtorek, 31 maja 2011

Planujcie wyjazd do Holandii

Zaplanujcie na przyszły rok, najlepiej na kwiecień, przyjazd do Holandii. Dlaczego? Dziś właśnie Keukenhof, największy na świecie ogród kwiatowy, zapowiedział, że motywem przewodnim przyszłorocznej ekspozycji będzie "Poland, the romance of Chopin". Jestem bardzo ciekawy, jak zostanie przedstawiony nasz kraj. Jedno jest pewne - nie będzie Tupolewa, krzyży, martyrologii, Smoleńska ani innych tematów, którymi wielu rodaków wciąż namiętnie onanizuje się intelektualnie. Co może być? Mimo wszystko znajomość Polski wśród Holendrów nie jest duża, więc pewnie jakieś podstawy - biel i czerwień, orzeł, odrobina historii, pewnie Wałęsa, tytułowy Chopin no i być może Maria Curie-Skłodowska czy Jan Paweł II. Mam nadzieję, że będzie fajnie i że wieśniaki i inni pseudo-patrioci z kraju nie obłożą ogrodu krzyżami smoleńskimi :)

piątek, 20 maja 2011

Annie M.G. Schmidt - Jip en Janneke

Dziś jest rocznica urodzin, a jutro rocznica śmierci jednej z najbardziej utalentowanych pisarek Holandii - Annie M.G. Schmidt, która była szczególnie ceniona za swoje książki dla dzieci. Taka bliskość daty urodzin i śmierci nie jest przypadkiem, pani Anna Maria Gertruda (takie były jej prawdziwe imiona) zmarła w 1995 roku w wieku 84 lat w wyniku eutanazji, która oczywiście była jej świadomym wyborem. Oczywiście w Holandii przeszło to bez większego echa, niestety jakoś nie wiedzieć czemu w Polsce słowo eutanazja znaczy "podstępne mordowanie nikomu niepotrzebnych staruszków będących balastem na ciele zdrowej tkanki narodu", podczas gdy poza granicami eutanazja jest po prostu oszczędzaniem cierpień i wyborem godnej śmierci. Polakom nie przeszkadza, że nawet ksiądz Tischner uznał, że cierpienie nie uszlachetnia.
No ale do rzeczy, dorobek literacki Annie M.G. Schmidt jest dość spory, jednak bezsprzecznie najbardziej znana pozostaje seria książek dla dzieci pod tytułem Jip en Janneke. Jip to mały chłopiec, a Janneke to dziewczynka mieszkająca w domku obok - ta para bohaterów została stworzona w latach wpięćdziesiątych dla krótkich opowiadań publikowanych cyklicznie w gazecie (wielu uważa, że pisarka często opierała się na przygodach swojego syna i jego przyjaciółki z siąsiedztwa). Opowiadania te potem zostały zebrane i wydane w postaci książek, które przełożono na wiele języków, w tym chiński, perski i hebrajski, ale niestety nie na polski. Mimo iż teraz historie Jipa i Janneke trącą trochę myszką, to wciąż są bardzo popularne w Holandii, są doceniane za prostotę, urok i inteligentny dowcip.
Trudno Polakowi zrozumieć fenomen Jipa i Janneke, jakby wziąć Dzieci z Bullerbyn, Andersena, Bolka i Lolka, Reksia i Misia Uszatka zebrać razem, to i tak to nie będzie to. W Holandii całe pokolenia wychowały się na książkach Annie M.G. Schmidt, nawet dzisiejsze dzieci doskonale je znają, bo rodzice im czytają ulubione książki ze swojego dzieciństwa, czy małe tego chcą, czy nie :)

środa, 11 maja 2011

Holenderska kuchnia - hutspot

Wielu czytelników prosiło o przepisy holenderskiej kuchni, niestety mam z tym mały problem, ponieważ ciężko powiedzieć, co tak naprawdę jest typowo holenderskie, a co jest mieszanką kuchni germańskich i podbitych kolonii. Całe szczęście jest kilka wyjątków, do których na pewno należy zaliczyć hutspot. Jest to potrawa bardzo smaczna i tak łatwa do przyrządzenia, że każdy może ją ugotować i nie ma możliwości jej zepsuć!
No ale do rzeczy, potrzebujemy białą cebulę, marchewkę i ziemniaki (w oryginalnych dawnych przepisach zamiast ziemniaków występuje pasternak, ale w chwili obecnej stosunkowo rzadko jest używany w kuchni). Wagowo proporcje cebuli do ziemniaków i marchewki powinny być mniej więcej 1:2:3 (albo ilościowo sztuk 3:4:5). Obrane, oczyszczone i pokrojone w kawałki warzywa gotujemy do miękkości w lekko osolonej wodzie (niektórzy zalecają gotowanie ziemniaków osobno i parę minut dłużej), po porządnym odcedzeniu wyrabiamy na pure z masłem i/lub mlekiem dodając trochę pieprzu... i to wszystko. Jest to potrawa wegetariańska i składa się niestety prawie wyłącznie z węglowodanów, więc można ją doprawić do smaku skwarkami lub dodać trochę białka i tłuszczu w postaci mięska. Ja czasem łączę kuchnię holenderską z polską jedząc hutspota ze... schabowym :)
Smacznego na pomarańczowo!