
Nie, nie będę starał się licytować, który naród bardziej kocha zwierzęta, pewnie pomiędzy Polakami i Holendrami nie ma zbyt wielu różnic. Niezależnie, czy kot nazywa się "Hijzen" albo "Kicia Koteczka", jest tak samo kochany. Różnice, moim zdaniem, pojawiają się po śmierci zwierzaczka. Niestety w Polsce jest to trochę temat tabu - wiadomo, że w polskich mieszkaniach są setki tysięcy zwierząt, ale nikt nie wie, co się z nimi potem dzieje. Znikają? Niestety nie - pan Józio z parteru zakopie pod osłoną nocy na pobliskiej łące. A mniejsze zwierzątko to mniejszy kłopot i można z nim zrobić cokolwiek.
Akurat niedawno wpadła mi w ręce ulotka krematorium dla zwierząt położonego niedaleko Haarlem. Lista usług może zdziwić niejednego Polaka - mamy tu kremację (od 35 euro za chomika czy ptaszka, poprzez 57,50 euro za kota do nawet 150 euro za bardzo dużego psa), kremację indywidualną (od 40 do 80 euro dodatkowej opłaty), ale najciekawsze są dodatkowe usługi - można zamówić urnę z prochami i wziąć ją do domu albo wykupić na 5 lat (za 117,50 euro) miejsce na cmentarzu dla zwierząt, można też zażyczyć sobie rozsypania nad morzem prochów zwierzątka za jedyne dodatkowe 15 euro. Oczywiście wybór urn jest bardzo szeroki z katalogu na stronie www.
Jakoś nie za bardzo widzę podobnej firmy w Polsce. Posłowie intelektualnie Spóźnieni (PiS) zaczęliby natychmiast protestować, że to jest nieetyczne, niechrześcijańskie i nieludzkie, żeby tak dobrze traktować zwierzęta, podczas gdy tyle płodów miało troszkę gorszy los, a Sanepid by się bardzo zainteresował tym rozsypywaniem prochów - na pewno w Polsce jest na to odpowiedni paragraf. W końcu najlepiej, żeby jednak Józio poszedł na tą łąkę wieczorem, żaden badylarz kapitalista nie wykorzysta wtedy klasy robotniczej proponując burżuazyjne usługi kremacji.
Na zdjęciu jedno z bardziej ulubionych zwierząt w Holandii, którego niestety w domu trzymać nie da się. W pogodne soboty bardzo dużo Holendrów jeździ konno, specjalnymi ścieżkami konnymi czy też wręcz normalnymi drogami i ulicami, jeśli akurat jest taka konieczność. Oj polska policja miałaby używanie, przecież to idealna okazja do sprawdzenia ubezpieczenia OC, apteczki i gaśnicy, które każdy
koń powinien posiadać, prawda?