piątek, 17 stycznia 2014

Holenderskie imiona 2013 - dziewczynki

Kontynuując poprzedni wpis o najpopularniejszych imionach chłopców w Holandii w 2013 trzeba przedstawić także najczęściej nadawane imiona dziewczynkom, choć niekoniecznie to są imiona żeńskie. W Holandii jest dość trochę imion, które są nadawane i dziewczynkom, i chłopcom. W roku 2013 urodziło się w Holandii około 176.000 dzieci, z czego prawie 86.000 dziewczynek, oto lista najpopularnieszych imion (w nawiasie miejsce w ubiegłorocznym zestawieniu, w przeszłości pisałem o najpopularniejszych imionach żeńskich w latach: 2009, 2010, 2011 oraz 2012):
  1. Tess (10) - skrócona wersja imienia Teresa
  2. Sophie (2) - imię greckie, oznacza "mądrość"
  3. Julia (3) - żeńska forma imienia Juliusz
  4. Emma (1) - skrócona forma średniowiecznych frankońskich imion
  5. Lisa (5) - skrót od hebrajskiego imienia Elisabeth
  6. Fenna (16) - bardzo niderlandzkie imię, oznacza strażniczkę pokoju
  7. Mila (18) - skrót od imienia Milena albo Emila
  8. Sara (13) - imię hebrajskie
  9. Lotte (9) - skrót od imienia Charlotte
  10. Zoë (nowość) - greckie imię oznaczające "życie", czasem używane jako grecki odpowiednik Ewy
  11. Eva (7) - biblijne imię
  12. Anna (4) - najpopularniejsze imię świata, rodowód hebrajski (od "Hanna")
  13. Fleur (12) - po francusku "kwiat", albo w innych językach "flora"
  14. Isa (6) - skrócona wersja Izabeli
  15. Lynn (11) - skrót od imion Caroline albo Catheline
  16. Evi (nowość) - jeden z wariantów imienia Ewa
  17. Lieke (14) - jak zwykle skrót, tym razem od Andżeliki
  18. Saar (8) - forma imienia Sara
  19. Noa (15) - imię hebrajskie, będące skrótem od (męskiego) imienia Noah (po polsku Noe, ten od arki)
  20. Sanne (19) - skróca forma imienia Susanne
Imiona żeńskie się trochę przetasowały w porównaniu z zeszłym rokiem, w zestawieniu mamy dwie nowości (Zoë oraz Evi), a wypadły dwa imiona: Sarah i Roos. Kilka imion zmieniło miejsce nawet o 10 czy więcej oczek, kilka innych notuje dokładnie takie same pozycje. Warto przypomnieć, że w Holandii można dziecku nadać dowolne imię (dowolny zbiór samogłosek i spółgłosek, pod warunkiem, że nie jest to imię obraźliwe i że różne jest od nazwiska).

Zobacz też:
* najpopularniejsze imiona męskie w Holandii w latach: 2009, 2010, 2011, 2012 oraz 2013 
* najpopularniejsze imiona żeńskie w Holandii w latach: 2009, 2010, 2011, 2012 oraz 2013
* nazwiska holenderskie

środa, 15 stycznia 2014

Imiona holenderskie 2013 - chłopcy

W roku 2013 urodziło się w Holandii około 176.000 dzieci, z czego ponad 90.000 chłopców. Oto lista najczęściej nadawanych imion chłopcom w Holandii w 2013, w nawiasie jest podane miejsce w ubiegłym roku (w przeszłości pisałem o najpopularniejszych imionach męskich w latach: 2009, 2010, 2011 oraz 2012). 
  1. Sem (3) - imię hebrajskie, najstarszy syn Noego miał właśnie na imię Sem i był założycielem ludu zwanego potem Semitami
  2. Levi (6) - hebrajskie imię, Lewi syna Jakuba i Lei dał początek Lewitom
  3. Bram (2) - skrót imienia Abraham
  4. Daan (1) - skrócona wersja hebrajskiego imienia Daniel
  5. Finn (11) - imię z Irlandii i Skandynawii, w Holandii w wersji damskiej jest skrótem od Józefiny
  6. Milan (5) - imię z Czech i Bałkanów
  7. Lucas (4) - biblijne imię
  8. Luuk (7) - skrócona wersja Łukasza
  9. Jesse (16)- kolejne biblijne imię - syn Obeda i ojciec Dawida, późniejszego króla Izreala (słynne drzewo Jessego)
  10. Jayden (9) - młode imię, najprawdopodobniej z USA
  11. Tim (10) - skrócona forma greckiego imienia Tymoteusz
  12. Thomas (13) - także biblijno-aramejskie imię
  13. Thijs (8) - bardzo holenderska, skrócona wersja imienia Mateusz
  14. Noah (17) - po polsku Noe, ten od arki
  15. Julian (18) - łacińskie imię
  16. Ruben (15) - w Biblii Ruben był najstarszym synem Jakuba (to on właśnie uratował swojego brata Józefa, kiedy to pozostali bracia chcieli go zabić)
  17. Liam (20) - skrócona wersja imienia William, niegdyś tylko męskie, obecnie coraz częściej także dziewczynki noszą to imię
  18. Lars (14) - imię ze Skandynawii
  19. Stijn (12) - bardzo holenderska, skrócona wersja imienia Augustyn
  20. Sam (nowość) - skrót od hebrajskiego Samuela
Niewiele zmian, jak widać. Z pierwszej dwudziestki wypadł Max, zastąpił go Sam, a pozostałe imiona tylko się przetasowały. Wciąż dominują skróty i imiona hebrajskie, choć, przypominam, w Holandii można dziecku nadać dowolne imię (dowolny zbiór samogłosek i spółgłosek, pod warunkiem, że nie jest to imię obraźliwe i że różne jest od nazwiska). Co ciekawe, większość z tych imion w Polsce wyglądałaby dość dziwnie, choć niektóre z nich mają polskie odpowiedniki, z inną jednak pisownią (Thomas - Tomasz).
W następnym wpisie sprawdzimy imiona dziewczynek w 2013.

Zobacz też:
* najpopularniejsze imiona męskie w Holandii w latach: 2009, 2010, 2011, 2012 oraz 2013 
* najpopularniejsze imiona żeńskie w Holandii w latach: 2009, 2010, 2011, 2012 oraz 2013
* nazwiska holenderskie

Najpopularniejsze imiona w Amsterdamie w 2013

Centralne biuro statystyczne Holandii opublikowało niedawno kilka ciekawych zestawień, wśród nich najpopularniejsze imiona nadawane dzieciom w 2013 w Amsterdamie. W skali całego miasta najczęściej nadawane imiona dzieciom to Adam i Anna, co ciekawe w skali całego kraju to zupełnie inne imiona: Sem i Tess (skrót od Teressa).
W różnych dzielnicach różne imiona są na szczycie zestawień, np. w centrum, gdzie mieszka chyba najwięcej zachodnich obcokrajowców (czytaj: białych) najczęściej nadawne imiona chłopcom to: Gijs, Max, Olivier, Benjamin, Otto i Sebastiaan, a dziewczynkom: Anna, Julia, Tess, Pippa i Sophia.
W dzielnicach, gdzie mieszka dość sporo niezachodnich imigrantów (czytaj: kolorowych), czyli Noord, Oost i Zuidoost, popularne są troszkę inne imiona, a wśród nich Mohamed, Mohammed, Muhammad, Ahmed, Nassim, czy Emir dla chłopców, a dla dziewczynek: Aya, czy Shanaya - no cóż, w Amsterdamie mieszka ponad 50% cudzoziemców, a w niektorych dzielnicach odsetek ten sięga ponad 65%.
W następnych wpisach przyjrzymy się najczęściej nadawanym imionom w 2013 roku w Holandii: chłopcom i dziewczynkom.

środa, 25 września 2013

Broek in Waterland

Broek in Waterland jest miasteczkiem niedaleko Amsterdamu i jest świetnym celem krótkiej wycieczki poza miasto. Można tu zdecydowanie odetchnąć od zgiełku wielkiego miasta, a Broek jest ślicznym, wręcz bajkowym miejscem, które od dawna słynęło z urody i czystości, Mieszka tu zaledwie 2350 mieszkańców, dlatego też z reguły panuje przejmująca cisza i spokój. W XVII i XVIII wieku w Broek in Waterland osiedliło się wielu bogatych kupców i żeglarzy z Amsterdamu i wszyscy oni bardzo dbali o estetykę miejsca, w którym mieszkali.
Wiele domów pochodzi sprzed 1850 roku, a jakiekolwiek nowe budynki muszą stylem nawiązywać do otoczenia. Większość domów w Broek jest z drewna albo ma drewnianą fasadę, ale wszystkie są bardzo zadbane. Tutaj także, jak w prawie całej Holandii, wiele okien nie ma firanek i spacerując po miateczku można pozaglądać do wnętrz i zobaczyć, jak mieszkańcy je urządzili.
Do Broek in Waterland można łatwo dojechać autobusem z Amsterdamu, ale ze względu na bliskie położenie (tylko 8 km od Amsterdamu) jest też świetnym celem rowerowej wycieczki, w trakcie której można zobaczyć typowo holenderskie i bardzo płaskie pastwiska pełne krów, owiec i koni.

środa, 7 sierpnia 2013

Czy Polakom brakuje kultury pływania?

Holenderskie media znów podawały informacje o Polakach informując tym razem, że brakuje nam kultury pływania. To, że Polacy toną u siebie setkami, nie interesuje Holendrów, ale jeśli topią się w Holandii, to już media o tym mówią. W ciągu ostatnich paru dni, pomiędzy 1 a 4 sierpnia w Holandii utonęło pięcioro Polaków, z czego troje kilka kilometrów od Haarlemu, w którym mieszkam. Na zdjęciu obok właśnie jezioro pośród nadmorskich wydm, w którym tydzień temu utonął polski 19-latek.
Zbiegło się to akurat w czasie, kiedy w Polsce utonęła niedawno czwórka dzieci w Warcie. Holenderskie media podchwyciły temat informując, że w tym roku w Polsce miało miejsce ponad 300 utonięć. W ciągu tych wakacji w Holandii utonęło 14 osób, z czego połowa z Europy Środkowo-Wschodniej, a w ciągu ostatniego weekendu dokładnie 5 osób i to wszyscy z Polski. Tutejsze media twierdzą, że w Polsce brakuje kultury pływania, że szkoły nie uczą pływać i że rodzice nie zdają sobie sprawy z wagi tej umiejętności. Na korzyść Polaków świadczy tylko jeden czynnik - w Polsce sezon na pływanie trwa kilka miesięcy, podczas gdy w Holandii od kilku dni do maksymalnie kilku tygodni. Inna sprawa, że w Holandii jest tyle wody, że można przypadkiem wpaść do kanału o dowolnej porze roku. Statystyki niestety potwierdzają smutny dla Polski obraz - tylko 60% Polaków potrafi pływać, podczas gdy u Holendrów ten odsetek jest ponad 90%.
Warto podkreślić, że dla Holendrów nauka pływania jest bardzo ważna. Tutejsze dzieci odkąd ukończą cztery lata mogą ubiegać się o tzw. zwemdiploma (dyplom pływacki), który ma trzy stopnie: A, B i C. Wymagania oczywiście rosną z kolejnymi stopniami, trzeba przepłynąć odpowiednią odległość prawidłowym stylem pływackim, z czego część pod wodą, a także poradzić sobie w wodzie w ubraniu. Najmłodsze dzieci na stopień A muszą skoczyć do wody w podkoszulce, podczas gdy stopień C wymaga już butów, spodni i bluzy/swetra. Właśnie to skakanie w ubraniu do wody jest najbardziej widowiskową częścią zwemdiploma, rodzice z kamerami oblegają basen, a same dzieci mają z tego dużo frajdy.
Pamiętacie to podekscytowanie w liceum, kiedy kończy się 17 czy 18 lat i można wyrabiać prawo jazdy? W Holandii tak samo mają dzieci, dla których nauka pływania jest bardzo ważna, przekonują ich do tego szkoła i rodzice, a sama nauka jest tak zorganizowana, żeby dzieciom się bardzo podobała. Istnieje nawet powiedzenie "tłumy jak na zakończeniu kursu na zwemdiploma". Holendrzy są przekonani, że dziecko, które ukończy wszystkie trzy stopnie poradzi sobie w wodzie we wszystkich okolicznościach, nawet wpadając do niej w ubraniu. Zwemdiploma także jest wymagane w wielu sytuacjach, np. bez niego nie dostanie się pracy w straży pożarnej czy policji. Wiele basenów prowadzi także zajęcia dla rodziców z niemowlętami, które mogą chodzić na basen (oczywiście nie same), odkąd skończą 3 miesiące. Po ukończeniu zajęć takie niemowlę, które jeszcze nie ma roku, też dostaje dyplom, choć oczywiście nie zwemdiploma, a tylko pamiątkę, która do niczego nie uprawnia. Takie dyplomy jednak (razem ze zdobytymi potem zwemdiploma) ozdabiają pokój niejednego holenderskiego dziecka będąc powodem wielkiej jego dumy.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Edam

O serze edamskim słyszeli wszyscy, ale nie wszyscy chyba wiedzą, że nazwa tego sera pochodzi od małego, sennego holenderskiego miasteczka. Edam, bo to o nim mowa, położony jest ok. 20 km na północny wschód od Amsterdamu i ma dość długą historię, bo prawa miejske uzyskał już w 1357 roku. Do XVI wieku miasto kwitło na handlu, ale ze względu na swoje położenie nie nad otwartym morzem, ale nad dość płytką zatoką, straciło na znaczeniu, jak wszystkie inne portowe miasta w okolicy (poza Amsterdamem), gdy zatoka uległa zamuleniu.
Zauważyliście podobieństwo nazw? Słowo dam oznacza zaporę albo groblę, Amsterdam, nazywający się pierwotnie Amsteldam pochodzi od grobli na rzece Amstel. Tak samo nazwa Edam pochodzi od grobli na rzece E. Nie musicie szukać na mapie, dzięki pracom wodnym i budowie wielu kanałów rzeka E przestała istnieć.
Edam nie należy do najważniejszych atrakcji Holandii, ale mając kilka wolnych godzin w Amsterdamie warto się tam wybrać. Okolice są bardzo ładne, więc z Amsterdamu do Edamu można wybrać się także na fantastyczną rowerową wycieczkę, podziwiając po drodze kanały, pastwiska pełne zwierząt i kilka całkiem ładnych miasteczek. W wakacje w mieście odbywa się targ serowy, a w centrum, w zabytkowych kamieniczkach nad kanałami jest wiele sklepów z serami i pamiątkami. Na zdjęciu obok jest most w centrum Edamu, który jest dość charakterystyczny, bo jest znacznie bardziej szerszy niż dłuższy tworząc "garb" na głównym placu miasta. Edam praktycznie połączył się z miasteczkiem Volendam, do którego też warto się wybrać. Ale o tym już w następnym wpisie, już wkrótce.

wtorek, 9 lipca 2013

Szkoły Steve'a Jobsa - rewolucja w Holandii

Ciekawie wygląda porównanie ostatnich newsów dotyczących szkół w różnych krajach. W Polsce rodzice bronią sześciolatków przed szkołą jak kiedyś powstańcy niepodległości, brytyjskie pięciolatki mają uczyć się programowania, a później drukowania 3D, a w Holandii powstają szkoły "Steve'a Jobsa".
W połowie sierpnia rozpoczyna się rok szkolny i w Holandii poza setkami tradycyjnych szkół swoje drzwi także otworzy jedenaście całkowicie nowych szkół - bez tablicy, kredy, ocen, planu lekcji, piór, wyznaczonych zajęć, nauczycieli, za to z iPadem każdego dziecka i mottem "myśl inaczej" przyświecającym wszystkiemu. Około tysiąca dzieci w wieku do 12 lat już za parę tygodni zacznie naukę w takich rewolucyjnych szkołach, które będą otwarte od 7:30 do 18:30 każdego roboczego dnia, a dzieci mogą przychodzić i wychodzić o dowolnej porze, pod warunkiem, że będą w szkole pomiędzy 10:30 a 15:00. Jedynie Boże Narodzenie i Nowy Rok zmuszą szkoły do zamknięcia. Rodzice będą mogli w dowolnym terminie pojechać z dziećmi na wakacje, a dziecko nie opuści żadnych lekcji, bo... w szkole nie ma lekcji. Ta ostatnia zmiana zresztą w Holandii sama w sobie jest rewolucją, bo tutaj nie można z dzieckiem pojechać na wakacje, kiedy się chce. Rząd decyduje, kiedy która prowincja ma ferie (4 razy do roku) i wtedy oczywiście hotele, campingi, przeloty itp znacznie drożeją.
Każde dziecko będzie wyposażone w iPada, którego oczywiście będzie mieć ze sobą w domu i pewnie na wakacjach też, więc można powiedzieć, że nauka/szkoła będzie trwała cały czas. Dzieci będą mieć mnóstwo edukacyjnych aplikacji, ale także gry i same będą decydować o tym, co robią. Aplikacje służące do nauki mają być bardzo podobne do gier i dzieci same z siebie mają z nich korzystać, w ogóle do tego niezmuszane. Oczywiście rodzice i nauczyciele będą informowani o tym, ile czasu dziecko spędziło w jakiej aplikacji i jakie robi postępy. Jeśli dane dziecko robi słabe postępy np, w artymetyce, to podsunie mu się kilka innych aplikacji matematycznych, które być może lepiej jemu spasują. Co sześć tygodni nauczyciele i rodzicę będą się spotykali (osobiście albo poprzez telekonferencję na skype) i będą ustalać, czego dzieci mają się uczyć w następnym okresie. Rodzice, których nie stać na iPada mają dostać dotację.
Oczywiście taka szkoła nie posadzi nieruchomych dzieci przed świecącymi ekranami na całe dnie. Sporą część czasu dzieci spędzą tak jak w dotychczasowej szkole - będą rysować (na papierze!), budować struktury z klocków, bawić się fizycznie, gonić, rzucać zabawkami itp.
Co ciekawe, do podstawowych zadań szkoły nie należy nauka odręcznego pisania. Najważniejsza jest nauka arytmetyki, czytania i rozumienia tekstu, a pisanie odręczne spadło na dalszy plan. A co z nauczycielami? Nowe szkoły całkowicie odrzucają wizję nauczyciela stojącego przed klasą i wykładającego materiał. Nauczyciele mają nie przeszkadzać dzieciom, ale nadzorować ich zabawę i tylko w wyjątkowych przypadkach prowadzić lekcje.
Jest to wyjątkowa zmiana i może się nam wydawać bardzo rewolucyjna, ale warto przypomnieć sobie, jak wyglądały szkoły 100 lat temu - z lampami naftowymi, kałamarzami i biciem dzieci (właśnie obok zdjęcie z holenderskiej szkoły z początku poprzedniego stulecia). Przy tych dość wizjonerskich pomysłach z brytyjskich i holenderskich szkół, polska akcja "ratujmy maluchy" bardziej pasuje do roku 1913, a nie 2013.