poniedziałek, 5 marca 2012

Z kaczką w herbie

Nie, nie będzie o polityce, mimo iż tytuł tego posta nie jest jednoznaczny. Nie tak dawno zobaczyłem herby kilku miasteczek holenderskich, na których widniała... kaczka. Jest to raczej niespotykane, z reguły na herbach są tradycyjne elementy jak bramy, wieże, tarcze, klucze, orły, gryfy...
W Holandii sporo miejscowości ma ptaki w herbach, są to orły, kruki, bociany, gęsi, łabędzie, pelikany, gołębie oraz, między innymi, tytułowe kaczki. Nie wiem, jakie jest znaczenie, czy symbolika takiego pospolitego i niczym niewyróżniającego się ptaka jakim jest kaczka i dlaczego zasłużyły one na bycie w herbach tak wielu miast. Obrazek obok to zestaw 21 herbów miejscowości holenderskich, na pewno nie jest to komplet i podobnych "kaczych" herbów jest dużo więcej. Nie ma tym wielu wspólnych elementów, niektóre herby mają tylko jedną kaczkę, inne aż osiem, także sposób ich przedstawienia może sugerować, że nie wywodzą się one z jednego źródła. Za to nie udało mi się znaleźć żadnego polskiego miasta z kaczką w herbie :)
Co ciekawe, Holendrzy lubią te swoje kacze herby. Pierwszy od lewej w drugim rzędzie jest herb Heemstede, małej (choć drogiej!) mieściny położonej niedaleko Haarlemu. Na głównym deptaku miasta w kilku miejscach w bruk wkomponowane są spore płyty kamienne przedstawiające herb (czyli kaczki). Znalazłem także w sieci historię mieszkańca Heemstede, który przy rejestrowaniu swojego dziecka w urzędzie gminy dostał od urzędnika śpioszki z kaczuszką :)

czwartek, 1 marca 2012

Breda - najbardziej polskie miasto Holandii

W poprzednim wpisie poświęconym Bredzie obiecałem wytłumaczyć, dlaczego Breda jest najbardziej polskim miastem Holandii. Wszystko zaczęło się dopiero pod koniec II wojny światowej, kiedy to 1 Dywizja Pancerna dowodzona przez generała Stanisława Maczka wyzwoliła to miasto. Warto dodać, że gen. Maczek wraz ze swoją dywizją wyzwolił wiele miast we Francji, Belgii i Holandii, ale to właśnie mieszkańcy Bredy byli szczególnie wdzięczni, ponieważ podczas dwudniowych walk (28-29 października 1944) w ogóle nie ucierpiało miasto ani żaden z jego mieszkańców.
Po wyzwoleniu we wszystkich oknach widniały napisy "Dziękujemy Wam, Polacy", a żołnierze dywizji generała dostali honorowe obywatelstwo Bredy. Sam generał Maczek na wniosek ponad 40.000 mieszkańców Bredy został honorowym obywatelem Holandii. Generał Maczek zmarł po przeżyciu 102 lat w roku 1994 w Edynburgu w Szkocji, a jego wolą było, by został pochowany ze swoimi żołnierzami na polskim cmentarzu honorowym w Bredzie. Na zdjęciu właśnie ten cmentarz - mnóstwo nagrobków z polskim orzełkiem lub husarskimi skrzydłami, młodych, 20- i 30-letnich chłopców z bardzo polskimi imionami i nazwiskami, dość niezwykłe miejsce w Holandii.
W samej Bredzie jest więcej obiektów związanych z Polską, przede wszystkim muzeum generała Maczka, które zostało założone i było przez wiele lat prowadzone przez Holendra z Bredy, zanim w końcu zostało przejęte przez miasto. W jednym z większych parków miejskich, niedaleko centrum, stoi pomnik wdzięczności dla polskich wyzwolicieli przedstawiający dwa orły - polski orzeł atakuje i pokonuje niemieckiego, na skraju tego parku stoi niemiecki czołg pantera zdobyty przez Polaków podczas wyzwalania miasta, w ratuszu Bredy jest specjalna tablica poświęcona 1 Dywizji Pancernej, a w dwóch kościołach miejskich są kaplice poświęcone Polakom.
Każdego roku podczas dnia wyzwolenia (5 maja) odbywają się w mieście uroczystości, na które zjeżdża się dużo Polaków i to właśnie dla nich zarezerwowana jest spora część obchodów. Mam nadzieję, że mieszkańcy Bredy nie zapomną o polskich wyzwolicielach i długo jeszcze będą żywić sympatię dla Polaków.

wtorek, 21 lutego 2012

Karnawał 2012

Co roku o tej porze rozpoczyna się karnawał, świętowany hucznie na południu Holandii, w jej katolickiej części. O karnawale w Holandii wspominałem także dwa lata temu.
Ze wszystkich miast, w których świętuje się karnawał, najbliżej mam do Bredy, więc karnawał oglądam właśnie tam. W tym roku byłem także w Prinsenbeek, teraz dzielnicy Bredy, ale kiedyś osobnym mieście. Południe Holandii ma ciekawą tradycję przemianowania miejscowości na czas karnawału. Breda nazywa się przez te kilka dni Kielegat, a Prisenbeek staje się Boemeldonck. Co ciekawe, po zjechaniu z autostrady przywitała mnie nowa nazwa, która przykryła tradycyjną :)
Jak co roku podczas karnawału odbywają się parady, każda miejscowość organizuje swoją, niektóre są mniejsze, inne większe. Zdjęcie obok zostało zrobione właśnie podczas wielkiej parady w Prinsenbeek, gdzie prawie 100 grup prezentowało różne, czasem bardzo skomplikowane i wielkie konstrukcje, sięgające nawet na  wysokość III piętra.
Bardzo mi się podobało, że niezależnie od pogody wszyscy się bawili, dorośli i dzieci, a niektórzy uczestnicy parady naprawdę dali się ponieść fantazji i wymyślili ciekawe przebrania. W tym roku było troszkę cieplej niż przed dwoma laty, ale wciąż nie mogłem wyjść z podziwu dla Holendrów, którzy półnadzy bawią się godzinami na ulicach. W zimowej kurtce i czapce wyglądałem na pewno na turystę z zagranicy :)
Przy okazji pobytu w Bredzie odwiedziłem też pewne bardzo polskie miejsce w tym mieście, ale o tym już następnym razem.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Koniec zimy

Od wczorajszego wieczora mamy dodatnią temperaturę, także nocami, i lód topi się bardzo szybko. Śnieg już prawie zniknął, a na kanałach lodu nie będzie już chyba jutro. Jeszcze jako wspomnienie wrzucam zdjęcie zrobione tydzień temu.
Nie mam pojęcia, skąd Holendrzy wiedzą, w którym miejscu lód jest wystarczający gruby, żeby ich utrzymać. Czasem jeżdżą blisko krawędzi, a mimo to nie widziałem, żeby ktokolwiek wpadł do wody.
Prognozy pogody na najbliższe dni nie zapowiadają żadnych mrozów i w tym roku już prawdopodobnie kanały nie zamarzną. Taka pogoda jak w tym miesiącu nie powtórzy się szybko, być może następna okazja do pojeżdżenia na łyżwach na rzekach i kanałach będzie dopiero za kilka lat. Ja trzymam kciuki, żeby zdarzyło się to już za rok, bo naprawdę jest to nie do zapomnienia!

piątek, 10 lutego 2012

Tłumy ludzi na lodzie :)

Dziś prawie bez słów, zobaczcie sami. Nadbrzeżne restauracje wystawiły krzesła, stoliki i menu na lód, całe rodziny okupują kanały, rzeki i jeziora. Ten naród zwariował. Od niedzieli jednak dodatnia temperatura i w dzień, i w nocy, szaleństwo więc krótko potrwa.
 

wtorek, 7 lutego 2012

Ludzie na lodzie 2012

Przyszła zima! Od tygodnia utrzymują się w Holandii mrozy, dzisiejszy ranek był najzimniejszy w tym roku, temperatura nad samym morzem była dziś -11°, a kilka kilometrów wgłąb lądu było to aż -14°. Wiem, że w Polsce w ostatnich dniach bywało chłodniej, ale tak niskie temperatury w Holandii są naprawdę rzadkością.
Holendrzy oczywiście wykorzystują mróz i wychodzą na kanały - dzieci się bawić, a dorośli jeździć na łyżwach, pisałem już o tym wcześniej.
Na zdjęciu obok widać także śnieg, który w Holandii jest jeszcze większą rzadkością niż mróz, ale jak już przychodzi, to z klasą :) W ostatni piątek z samego rana media ogłosiły pomarańczowy alarm pogodowy. Dla kilku prowincji (w tym Noord-Holland, gdzie mieszkam) zapowiedziano, że spadnie 10-15 cm śniegu w przeciągu paru godzin. Śnieg zaczął padać koło 11:00, a już koło 14:00 było wiadomo, że skończy się to całkowitym paraliżem kraju. Holendrzy są dość bezradni, większość z nich ma letnie opony, a poza tym są tak przerażeni śniegiem, że jazda na drugim biegu wydaje się im szaleństwem. Doprowadziło to do tego, że popołudniem długość wszystkich korków osiągnęła 800 km, w kraju, który liczy niecałe 200 km ze wschodu na zachód i 300 km z północy na południe :) W historii pomiarów korków był to czwarty najgorszy dzień. Nie mam zielonego pojęcia, jak Holendrzy tego dokonali, ale pociągi miały po kilka godzin opóźnienia. Naprawdę docenia się wtedy nawet PKP.
Holenderską tradycją na mrozy jest wyścig jedenastu miast, który ostatnio odbył się w 1997. Na początku lutego, widząc sprzyjąjące prognozy pogody ustawiono wszystkie śluzy ma północy kraju w ten sposób, żeby zmaksymalizować grubość powłoki lodowej. Trzymamy kciuki, żeby się w tym roku udało!

niedziela, 29 stycznia 2012

Idzie zima

W Holandii kwitną kwiaty. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu Holandia to kraj kwiatów, gdyby nie pora roku - mamy końcówkę stycznia.
Pomimo kalendarza zimy przez ostatnie tygodnie w Holandii nie było. Lata zresztą w minionym roku też nie było. Wiosna trwała od kwietnia do września, a od października do teraz była jesień. Jeszcze wczoraj wieczorem około 21:00 jeździłem po okolicach Haarlemu na rowerze, było bardzo przyjemnie, około 7 stopni powyżej zera. Natura trochę zgłupiała i od kilku tygodni widać żonkile, niektóre nawet zaczynają kwitnąć! Krokusy okazały się sprytniejsze i jeszcze nie wyglądają spod ziemi. Zdjęcie obok zostało zrobione wczoraj i przedstawia przebiśniegi, które śniegu nie zaznały. Od niecałego roku w Holandii (niedaleko wybrzeża) temperatura nie spadała poniżej 0.
Wszystko, co dobre, się jednak kończy. następne dni przynoszą mrozy. Wiem, że czytelnicy z Polski zmagają się teraz z temperaturami -20 w nocy, ale uwierzcie, za kilka dni w Haarlemie (kilka kilometrów od morza) ma być w nocy -7, co tutaj się naprawdę rzadko zdarza. Obawiam się o żonkile, bo wiosna w Holandii jest przepiękna. Pierwsze pojawiają się przebiśniegi i krokusy, te ostatnie w niektórych miejscach tworzą wręcz kolorowe dywany. Później pokazują się żonkile i pięknie barwią na żółto-zielono cały kraj. Aż wreszcie milionami kwitną tulipany i hiacynty. Przebiśniegom pewnie mróz niestraszny, ale mam nadzieję, że żonkili w tym roku nie zabraknie. W końcu przez kilka tygodni ukwiecają mi drogę do pracy, której pokonywanie na rowerze staje się wtedy jeszcze przyjemniejsze i nastraja pozytywnie na cały dzień.