środa, 27 lipca 2011

Praca kobiet w Holandii

Holandia ma specyficzny rynek pracy dla kobiet, bardzo różny od innych krajów europejskich. Co takiego innego jest z pracującymi kobietami w Holandii? Już wyjaśniam.
Holandia ma jedne z najniższych wskaźników bezrobocia w całej UE, ale jedna statystyka bardzo odbiega od unijnej średniej. Według unijnej statystyki około 31% pracujących kobiet pracuje na niepełny etat (odpowiednio ok 8% mężczyzn), natomiast w Holandii jest to prawie 75%! Jakie są przyczyny tak wielkiej różnicy?
Ciężko wskazać jedną konkretną przyczynę, na pewno jest ich kilka. Holandia ma bardzo duży odsetek pracującej młodzieży. Młodzi Holendrzy mogą legalnie pracować bodaj odkąd skończą 14 lat, odpowiednie przepisy regulują w jakich warunkach, ile godzin i ile dni w tygodniu mogą maksymalnie pracować. Bardzo dużo młodzieży pracuje więc na ok. 2/5 czy 1/2 etatu, spora część pracującej młodzieży to dziewczyny, więc w pewnym stopniu przyczyniają się one do powiększenia statystyk kobiet na niepełnym etacie.
Jedną z najważniejszych przyczyn mogą być bardzo drogie przedszkola, chyba najdroższe w Europie. Tutaj przedszkole 3 dni w tygodniu dla malucha kosztuje prawie 1000€! Przeciętna pensja za pracę biurową to jakieś 1500€, więc łatwo sobie wyobrazić, że czasem bardziej opłaca się, żeby kobieta została w domu, choć na kilka dni w tygodniu. Wśród moich znajomych popularny model to taki, że kobieta zostaje z dziećmi w domu 3 dni w tygodniu, a pracuje pozostałe 2 dni, podczas których dzieci pilnują jedni i drudzy dziadkowie (czasem za opłatą, czasem nie).
Taki model zarobkowy jest na tyle popularny (w tej chwili to prawie połowa wszystkich holenderskich rodzin i ponad połowa rodzin z dziećmi), że doczekał się swojej nazwy, są to tak zwani one-and-a-half earners. W 95% przypadków tym "half" jest kobieta, jednak nie jest tu taką wielką rzadkością urlop tacierzyński czy to, że to mężczyzna opiekuje się dziećmi. Jednak najciekawszą informacją chyba jest to, że tylko 2% holenderskich kobiet chce pracować na pełny etat! Z drugiej zaś strony, co ciekawe, tylko 12% kobiet pracujących na pełny etat chciałoby zmniejszyć swój czas pracy. Pomimo bardzo wysokiego rozwoju cywilizacyjnego w Holandii kobiety wciąż zarabiają statystycznie mniej od mężczyzn na podobnych stanowiskach, rzadko też zajmują stanowiska w zarządzie, może to także przyczynia się do niechęci tutejszych kobiet do "robienia kariery". Widocznie holenderskie kobiety są szczęśliwe pracując na część etatu i w ogóle nie chcą tej sytuacji zmieniać, a te nieliczne, które mają pełen etat także się realizują i im z tym dobrze. Co za niespotykane zadowolenie z siebie :)
Na zdjęciu obok pani pracująca na tradycyjnym targu sera w Alkmaar. Targ ten odbywa się tylko raz w tygodniu, w piątek, w miesiące letnie, więc ta pani najprawdopodobniej jest jedną z wielu pracujących na część etatu.

O holenderskich przepisach pracy pisałem także rok temu.

4 komentarze:

Maurycy pisze...

A co z feministkami? czy nie krzyczą,
że dyskryminacja,
że przedszkola winny być tańsze,
że te kobiety, co są "niezrealizowane" na niepełnym etacie, nie są nawet tego świadome na skutek patriarchalnej indoktrynacji, itd... ;)
Nie ma feministek? szalony kraj :D

KORONKA pisze...

Ja myślę, że wynika to też z praktyczności. Kobieta pracująca na niepełny etat ma czas również na prace domowe w tygodniu podczas dnia. Wieczorem natomiast i w weekendy ma czas dla męża i dzieci. Jak zwykle Holendrzy praktycznie to sobie poukładali :-)
Ja mieszkam w Polsce, mam męża Holendra i też pracuję na pół etatu z tych samych względów :-) Dla mnie bardzo wygodny układ i jestem bardzo zadowolona.

elfii pisze...

z moich obserwacji wynika, ze to jest naprawdę praktyczne rozwiązanie. kobieta nie jest zupełnie przywiązana do domu, na kilka godzin wychodzi do pracy, między ludzi - dzięki temu może się spełniać w każdej dziedzinie!

vlasta pisze...

Grzegorzu oj długo karzesz czekać
na ciekawostki z bajecznych Niderlandów:(
pozdrawiam